Sony znowu zabiera

•5 listopada 2011 • 4 Komentarze

Zarząd w Sony najwyraźniej po raz kolejny wychylił o jedną butelkę sake za dużo, bowiem znowu zdecydowano się na coś co nie mieści się nam wszystkim w głowach. Mądrale, postanowili ograniczyć liczbę aktywacji kont do maksymalnie 2 (słownie: DWÓCH!) konsol. Doskonale rozumiem, że jest to próba walki z tzw. składkami na gry, tylko dlaczego rykoszetem dostaną również Ci, którzy chcą kupować gry, dzieląc się nimi ze znajomymi, rodziną etc. (ograniczenie póki co nie dotyczy osób, które zdążyły już wcześniej założyć konto)? Ano dlatego, że konsoli niemożna dezaktywować zdalnie (czyżby aktywacje odbywały się po IDPS?), a więc martwą PS3 (wcale rzadkie YLOD/RSOD) trzeba naprawić lub oddać do ich serwisu aby dezaktywować konto (oczywiście usługa nie jest świadczona charytatywnie). Powstaje więc pytanie: co jeśli płyta główna konsoli nadaje się już tylko do wymiany? Co jeśli PS3 została skradziona? Co jeśli przytrafi się to pechowcowi dwukrotnie? Jako, że infolinia Sony nie potrafi odpowiedzieć na te pytania, odpowiem ja: straci wszystkie wydane pieniądze w PlayStation Store.

O to i miejsce gdzie prawdopodobnie zrodził się ten szatański plan i miejsce, gdzie powinien szybko skończyć.

Zdjęcie pochodzi z Wikipedii.

Reklamy

Zelda na PS3

•21 października 2011 • Dodaj komentarz

Stała się rzecz niebywała, bowiem PS3 doczekała się klona The Legend of Zelda i to nie byle jakiej części bo właśnie pierwszej, a więc tej z przed 25 lat. 3D Dot Game Heroes na każdym kroku kopiuje rozwiązania z dzieła Miyamoto. Taka sama jest forma rozgrywki, prowadzenie nieskomplikowanej fabuły, system gry – ogólnie mówiąc cała mechanika to właśnie stara, dobra Zelda. Aż dziw, że Nintendo nie przyszykowało pozwu przeciw From Software. I co z tego? Nic, ja się cieszę. :) To co odróżnia (wzbogaca) dzieło tego ambitnego studio to możliwość zbudowania sobie własnego bohatera (lub bohaterki) klocek po klocku, Game+ czyli możliwość rozpoczęcia nowej gry z zachowaniem części stuffu z poprzedniej, kilka mini gier (których nie cierpię) i możliwość zrobienia sobie screen shota (z poziomu gry, nie XMB). Uruchamiając tą grę miałem pewne obawy związane z przesadzonym poziomem trudności, ostatnio znakiem rozpoznawczym gier From Software. Na szczęście nie jest na tyle hardcore’owo aby nie dało się spokojnie przejść gry, powiedziałbym że to normalny „staro-szkolny” poziom. Choć przyznam się, że na Spelunker Mode, gdzie ginie się przy każdym kontakcie z przeciwnikiem, nie daję rady pokonać już pierwszego bossa w wierzy… :P

Dla kogo jest ta gra? Ja jestem wręcz oczarowany, pewnie dlatego że zgłodniałem czekając tyle lat na porządną grę w tym stylu na konsole Sony (dużo ich przecież nie było, Alundra na PSX, Okami na PS2 – pustynia!). Na pewno nie mają tutaj czego szukać młodociani fani Battlefilda i innych typowo casualowych gier. Ba, gra się na pewno też nie spodoba fanom japońskich Action RPG, którzy dopiero poznają ten gatunek, czyli od ery kiedy niemal wszystkie jRPG nadają się do spuszczenia w ubikacji. 3D Dot Game Heroes polecam wszystkim tym, którzy zaczynali swoją przygodę z konsolami co najmniej dekadę temu przy jednoczesnym zamiłowaniu do aRPG. Nie zawiedziecie się.

Łycha dziegciu:

Nie kupujcie wersji PAL! Co prawda ma zintegrowane wszystkie dodatkowe postacie i loading screeny, tak niestety nie został naprawiony błąd związany z kolekcjonowaniem wspomnianych ekranów wczytywania powyżej 69, niema obniżonych o 5 sekund czasów w mini grze z bieganiem (a jest naprawdę ciężko) jak również wykupione miecze za znalezione klocki nie przechodzą do następnej gry. Sprawdzałem i niestety łaty nie da się przeszczepić do wersji europejskiej (cała gra jest na skryptach Lua, jednak ww. zmiany są w pliku wykonywalnym, czyli EBOOT.BIN). Także jedyną słuszną wersją jest NTSC/U (lub NTSC/J jeśli znacie język japoński :P), wersja PAL nie doczekała się (i już pewnie nie doczeka) stosownego patcha…

Medal of Shame

•21 października 2011 • Dodaj komentarz

Jeden z ostatnich bastionów oldschoolowych FPS upadł, morfując do kolejnego „kalofdjutopodpobnego” gniotu dla pryszczatych, nastoletnich amerykanów. Aby całkowicie pogrzebać ducha pierwowzoru, akcję przeniesiono z czasów IIWŚ do współczesności z jakże modnym ostatnio „tematem pustynnym”. Nie mogło też zabraknąć dzielnych amerykanów, którzy niosą pokój karabinem i oswabadzają swoich biednych i torturowanych przez tubylców kamratów… Zniknęła gdzieś wspaniała, symfoniczna muzyka towarzysząca samotnym wędrówkom na rzecz gromadki niemiłosiernie trzeszczących kompanów. Aby profanacji stało się zadość, możemy nieść tylko dwie bronie, życia automatycznie się regenerują i – cecha szczególna serii – medale za wykonywane misje które dają dostęp do różnych ciekawych bonusów przepadły.

Console Keeper

•7 lipca 2011 • Dodaj komentarz

Console Keeper, homebrew na PSX nad którym pracowałem razem z TJ (Candu) kilka lat temu. Gra była klonem Zoo Keeper z Dual Screena, napisanym w całości przy użyciu BladeLibs. Niestety, któregoś dnia kontakt ze wspomnianym Walijczykiem nagle się urwał, tym samym projekt trafił do szuflady. Nie zachowała się żadna binarka (pomimo braku dźwięku i obsługi memorki, ostatnia beta była całkiem grywalna).

Screeny pochodzą z fotoszopki, PSX nie pociągnąłby tylu 24bit bitmap. Mimo to jakoś stan faktyczny bardzo nie odbiegał od tego co widać na poniższym koncepcie.

Console Keeper

Kingston DT100, edycja limitowana: MacGyver

•7 lipca 2011 • Dodaj komentarz

Co za bałwan wymyślił te „skuwkowe pendraki”? Po pewnym czasie męski USB sam chowa się w obudowę – rozwiązanie problemu może nie jest zbyt estetyczne, ale przynajmniej funkcjonalne. Zapałka i taśma klejąca. :]

Capcom znowu szaleje

•1 lipca 2011 • Dodaj komentarz

Po kolejnej idiotycznej decyzji użycia NPDRM mode3 w Street Fighterze, przyszedł czas na jeszcze głupszą, z okazji „Resident Evil – The Mercenaries 3D”. Któryś „genialny” mózg wpadł na równie „genialny” pomysł aby do gry nie zaimplementować opcji new game, a co za tym idzie usuwania/nadpisywania starego save’a nowym. Na dodatek bezczelnie próbują nam wmówić, że to wcale nie jest forma walki z rynkiem wtórnym. Tak, jasne… To po **** ta niedogodność?

Oj, coś czuję, że sprzedaż będzie mizerna, a do flashlinkerów przekonają się nawet najbardziej ortodoksyjni przeciwnicy sceny. Ewentualnie spopularyzuje się legendarny hard reset podczas save’owania, jak za starych dobrych czasów kiedy złośliwy korek w skrzynce na klatce schodowej postanowił wyskoczyć w żadnym innym momencie jak podczas zapisywania 80 godziny gry w FF7 – tym razem na własne życzenie. ;D

„Duke, to mój pierwszy raz z obcym”

•30 czerwca 2011 • Dodaj komentarz

Po kilkunastu latach produkcji Duke Nukem Forever trafił wreszcie na półki sklepowe. Gearbox, który najprawdopodobniej dostał od wydawcy misję: „chcemy Djuka – na wczoraj”, zbyt zajęty „ganianiem Ellen Replay”, poszedł po najmniejszej linii oporu serwując graczom niedopracowany produkt z poprzedniej epoki.

Jak można się było tego spodziewać, fabuła jest płytka, rubaszna. Cóż, to przecież Duke i myślę że w tym konkretnym przypadku to nie zarzut. Może nawet i zaleta – pytanie tylko czy gracza, który zdążył już wyrosnąć klozetowych dowcipów nadal bawią sikanie do pisuaru, „glory hole” i rzucanie ekskrementami. Mnie przestało. A może właśnie mylę się i deweloper kieruje grę w zupełnie inny target: w nowe pokolenie hamburgerów i MTV? Dobrze chociaż, że wzorem DN3D, pojawiają się nawiązania do innych gier (Dead Space, Halo, Borderlands, Donkey Kong). Czy mechanika gry, jak donoszą samozwańczy weterani gatunku FPS jest oldschoolowa? Nie, z oldschoolu zostało chyba tylko skakanie i sporo platformowych elementów, reszta to niestety „newschool” (masa irytujących i źle zaprojektowanych mini-gier, samo regenerujący się pasek życia, dwie bronie etc.). Gdzie są sekrety, dawniej obowiązkowy element każdej gry z tego gatunku? Gdzie jest to planowanie, wyliczanie apteczek? Podobno gra jest trudna. Zgodzę się z tym, ale ta trudność spowodowana jest głównie błędami w systemie kolizji (przenikanie pocisków przez ściany, ześlizgiwanie się Duke’a z obiektów itd.). Uruchamiając grę ma się nieodparte wrażenie, że leżąca konsola przed telewizorem to nie PS3 czy X360, ale początki kariery old gen-ów. Na screenach DNF wygląda lepiej niż ruchu. Zapewne za sprawą „fotoszopki” i PC, z którego ów screeny pochodzą… Ostatni gwóźdź do trumny to loadingi, a raczej LOADINGI! Każdy level doczytuje się eony, można iść do kuchni zrobić sobie herbatę, a po powrocie gra dalej będzie wczytywać poziom (nie inaczej jest po śmierci Duke’a). Mineto… tfu, minutowych loadingów to ja nie widziałem od czasów PSXa (a i też rzadko, w której grze tak długich).

Naprawdę nie potrafię niczego dobrego powiedzieć o sequelu. Jest to dno, które powinno być sprzedawane w koszu z innymi indie games, a co za tym idzie, w takiej też cenie. Duke Nukem 3D wprost uwielbiałem, ba, nadal chętnie bym w niego pograł (czekam na jakiś port na PS3 wersji Atomic jak oniegdyś na Xbox‚a). Jeśli jeszcze nie kupiłeś Duke Nukem Forever, przestrzegam.